Strona główna, motocykle 125 ccm

Motocyklem na kategorię B po Warszawie

Jestem jednym z tych facetów, który zawsze chciał mieć motor, a nigdy nie miał czasu na kurs A. Ustawa o B była zbawieniem. Garść moich wniosków po sezonie

Od lat obiecywałem sobie, że wybiorę się wreszcie na kurs na kategorię A. Lata mijały, ale zawsze było coś ważniejszego: praca, wyjazdy, rodzina. Dlatego kiedy pewne już było, że 24 sierpnia wejdzie w życie nowelizacja ustawy o kierowaniu pojazdami, bardzo sprawnie skierowałem się do Honda Plaza przy Malowniczej w Warszawie. Nie bez powodu znak kierujący do wjazdu do salonu ma napis „spełnianie marzeń” 🙂

Nowa Honda MSX 125 zaparkowała w mojej piwnicy na początku sierpnia, długo nie wytrzymałem bo już pierwszego dnia rozpocząłem naukę jazdy w garażu, a następnie po ogrodzonym osiedlu. Czas do wejścia w życie ustawy wykorzystałem na zdobywanie umiejętności, bowiem poza czystą teorią wyłożoną przez koleżankę z pracy, nigdy wcześniej nie siedziałem nawet na motorze. Rację miał jednak Krystian Plato w jednym z materiałów w TVN Turbo, że z kierowaniem MSX’em poradzą sobie nawet takie osoby, dla których jedynym jednośladem wcześniej był rower. Jazda małą Hondą okazała się bardzo przyjemna i nieskomplikowana.

Ustawa wchodziła w życie w niedzielę 24 sierpnia, w Warszawie lał wtedy rzęsisty deszcz i start mojego sezonu przełożyłem na następny dzień, kiedy to do pokonania miałem 23 km w drodze do pracy: z warszawskiego Rembertowa na Okęcie. Był to w moim odczuciu dość wymagający sprawdzian, zmierzyć się musiałem m.in. z jazdą w korku na trasie łazienkowskiej. Pierwsza poranna jazda do pracy zajęła mi prawie 50 minut, czyli niewiele tylko szybciej niż autem i jakieś 40 minut krócej niż komunikacją miejską. W drodze do pracy miałem jedną naprawdę niebezpieczną sytuację, kiedy to kierowca rodzinnego vana nie zauważył mnie i zmieniał pas wprost we mnie, dobrze, że udało mi się sprawnie wyhamować i zatrąbić – kierowca był jednak bardzo zawstydzony swoim zachowaniem i przeprosił mnie – wstyd tym większy, że na zderzaku miał naklejkę: „Patrz w lusterka” :). Po dwóch tygodniach udało mi się ten czas skrócić do 25-28 minut i nie wydaje mi się, żebym był w stanie jeździć tym motocyklem szybciej.

Teraz garść moich wniosków nt. jazdy motocyklem bez przygotowania:
1. Jest to całkowicie możliwe i bezpieczne, ale polecam pogadać wcześniej z jakimś doświadczonym motocyklistą, który dokładnie wyjaśni nam na czym polega jazda motocyklem (dzięki Orety :)).
2. Zanim wyjedziecie na ulice poćwiczcie trochę na jakimś zamkniętym osiedlu podstawowe manewry: ruszanie, hamowanie, zawracanie, ósemki, poprawne używanie kierunków, upewnijcie się, że zawsze traficie bezbłędnie w klakson.
3. Kultura jazdy kierowców samochodów jest na naprawdę wysokim poziomie i chętnie ustępują miejsca w korku. Refleks kierowców samochodów jest jednak znacznie lepszy rano niż po południu. Zapewne wynika to ze zmęczenia po pracy.
4. Policja bardzo lubi kontrolować małe motocykle, ja byłem w sezonie sprawdzany 3 razy, jeździłem od 25. sierpnia do początku listopada, pokonując niecałe 2 tys. kilometrów – w całości po Warszawie.
5. Zawsze pamiętajcie, że hamowanie w deszczu jest naprawdę trudne i łatwo o poślizg, mi zdarzyło się to dwa razy, ale wychodziłem z nich bezpiecznie.
6. Jazda małym motocyklem to w moim przypadku spalanie na poziomie 2,1 litra, a nie 10 🙂 co w połączeniu z oszczędzonym czasem i radością z jazdy sumuje się na naprawdę duży zysk.
7. Pamiętajcie o odpowiedniej odzieży, przekonacie się szybko, że na motocyklu bywa naprawdę zimno.
8. Motocykliści z dużym maszyn często nas nie zauważają przy mijaniu :/
9. Jednak zaparkowanie na pole position MSX’a obok czegoś dużego zawsze wzbudza powszechną wesołość i niedowierzanie.